Choroby jelit u psów

Wrzód na …pupie – zapalenie gruczołów okołoodbytowych u psa skutkujące przetoką.

Każdy posiadacz psa wie, że ustrojstwo nazwane gruczołami albo zatokami okołoodbytowymi znajduje się gdzieś w okolicach podogonia. A jak nie wie, to może się zdumieć ujrzawszy ni stąd ni zowąd, dorodny wrzód na pupie swojego zwierzaka.

I to się nam ostatnio przydarzyło, a konkretnie Małej Rudej.  Jeszcze na porannym spacerze było OK a kilka godzin później, pod ogonkiem pojawiło się zaczerwienienie i obrzmienie. Twarde i bolesne.

I owszem, zdumiałam się bo żaden z moich psów nie miał kłopotu  z zatokami okołoodbytowymi i dawno zapomniałam o ich istnieniu. W dodatku Mała Ruda  raczej nie  „zgłaszała” wcześniej jakiś skarg.

Nie było ani zaparć  ani zbytniego  „saneczkowania„ czy podejrzanych zapachów, że o braku apetytu nie wspomnę. Wręcz przeciwnie, Mała Ruda to wyrafinowana złodziejka, oszustka  i naciągaczka jeśli chodzi o jedzenie. Niestety , w tym roku część domowników pracując  on line, najwyraźniej uległa błagalnemu spojrzeniu rudzielca, żebrzącego o kęsek albo co gorsza o czipsa i jak sądzę, takie niecne podjadanie fast foodu  mogło przyczynić się do zapalenia  gruczołów. Przyznaję jednak – mea culpa, że z powodu zimy i osobistego lenistwa, mieliśmy też mniej długodystansowych spacerów, zadawalając się podwórkiem, a Ruda  ma skłonność do tycia.

Przypuszcza się, że otłuszczony gruczoł gorzej pracuje i nie opróżnia się prawidłowo.

Cokolwiek spowodowało zatkanie gruczołów  okołoodbytowych, zrobiło to aż za dobrze. Bez żadnych ostrzeżeń pojawiła się przetoka, wyglądająca  jak nabrzmiewający wrzód.

Od razu wpadłam w panikę (nie sądźcie, że mam nerwy ze stali 🙂 ) ale ochłonąwszy, przekopałam internet szukając informacji. Sieć uprzejmie poinformowała, że zatkanie gruczołów   zdarza się stosunkowo często a w sytuacji gdy pojawia się silne zapalenie może dojść do formowania się ropnia (naprawdę nie wiem jak mogłam przegapić oznaki silnego zapalenia, a jednak …) Pierwszym odruchem właściciela psa w takiej sytuacji jest szukanie pomocy u lekarza – niech ratuje, niech coś zrobi….aaaaa !!!

Tymczasem kłopot z Małą Rudą jest taki, że  ma wyjątkowo niski próg odczuwania bólu. Przy próbach jakichkolwiek ingerencji medycznych  dostaje napadów histerii a jej wrzaski doprowadzą mnie kiedyś do zawału. To nie jest tylko przypadłość  psychologiczna, gdyż przekłada się na stan somatyczny – już miała krwotoczne zapalenie jelit wywołane prawdopodobnie dużym stresem. Staram się więc ograniczać jej wizyty w gabinecie lekarskim do absolutnego minimum.

Oczywiście taką zatkaną zatokę czy ropień trzeba jakoś ewakuować, ale po zastanowieniu doszłam do wniosku, że zostało mi jeszcze trochę czasu, póki co Ruda nie miała gorączki i zachowywała się w miarę normalnie (pod uwagę wzięłam też fakt, że możliwości leczenia  niedrożności gruczołów wcale nie są zbyt imponujące. Dlatego to schorzenie często nawraca. Czasami proponuje się nawet  „amputację” gruczołów, ale  „moi”  holistyczni,  internetowi weterynarze(weterynarzowie ? 😊 ) stanowczo mówią „DON’T DO THAT !”

Domowe sposoby leczenia zatkanych gruczołów okołoodbytowych– raport z naszego przypadku

dzień pierwszy – popołudnie

Najpierw zrobiłam mocny napar z rumianku, liścia szałwii, kory dębowej i wyki ptasiej (okłady z tej ostatniej zmiękczają  i rozpuszczają małe guzy, są też  ponoć dobre przy wypadaniu odbytnicy (ale nie podawajcie wyki wewnętrznie !)

Można zresztą wziąć i inne zioła : nagietek, lawenda, koniczyna, macierzanka – chodzi o sporządzenie  nieco aseptycznego, odkażającego  płynu ( albo użyjcie mieszanki  Herbapolu o nazwie Septosan składającej się z mięty, szałwii i tymianku )

Miałam nadzieję wykorzystać ciepły napar do „nasiadówki” czyli takiej mini kąpieli na siedząco, ale plan spalił na panewce ponieważ nijak nie dało się zmusić Rudej do siadu w wodzie ( z zasady brzydzi się kąpielą 🙂 , wobec czego przez około 10 minut polewałam jej podogonie ciepłą wodą z prysznica, na koniec przemywając ziołami. Dało to efekt natychmiastowy. Wrzód powiększył się 2 krotnie i wyglądał jakby miał eksplodować…

Po ablucjach, ułożyłam Rudą, ciepło zawiniętą w ręcznik na kanapie, pilnując, żeby nie próbowała wylizywać chorego miejsca i przygotowałam  kolejną miksturę, tym razem do  picia – herbatkę  o właściwościach przeciwzapalnych. Użyłam takich ziół jak wrotycz , kwiatu rzepiku, korzeń  lukrecji, kwiat lebiodki oregano i miniaturową szczyptę kłącza kopytnika.

*I tu dygresja- wszystkich ziół było około 250 mg na 100 ml wrzącej wody. I co ?- okazało się, że 3 ml naparu na 7 kg wagi Rudej to za dużo i w godzinę po wypiciu pojawiła się lekka biegunka – a nie o to mi przecież chodziło! Dlatego  (co zawsze powtarzam ) trzeba  uważać podając napary ziołowe , zaczynać od dawek minimalnych i słabszego naparu stopniowo ewentualnie podkręcając parametry.

Z prostszych, dostępnych  praktycznie każdemu ziół można by użyć też świeżego imbiru, rumianku i szałwii – zaparzając lekką herbatkę ( 500 mg imbir , po 100 mg rumianku i szałwii  na ½ -1 szklanka wody)

dzień pierwszy – wieczór

Po kolacji i wyjściu na dwór, wpadłam na pomysł wlania ciepłego naparu  „kąpielowego” do gumowej gruszki  i tym sposobem, wygodnie i pod lekkim  ciśnieniem przepłukałam pupę Rudej. Wrzód pękł!

Nie było w nim ropy ani innej zdegradowanej materii, raczej surowicza wydzielina z krwią. Dobrnęliśmy tym samym do półmetka powodując uwolnienie się treści z przetoki.

Gdyby Mała Ruda zaczęła mi w czasie tego długiego popołudnia gorączkować , na pewno wylądowałybyśmy u naszego Ulubionego Pana Doktora, ponieważ jednak nic nie wskazywało na temperaturę postanowiłam zaryzykować i doczekać rana.

Przygotowałam kolejny medykament, już bardziej złożony, z ziela nostrzyka żółtego,chmielu i kłącza łącznia baldaszkowatego. Nostrzyk i chmiel mają właściwości gojące a łączeń jest rośliną, która „zbiera”  wrzód. Ziołą zmielone na drobny proszek zalewa się niewielką ilością gorącej wody, tak żeby uzyskać gęstą papkę, następnie słoiczek z papką należy jeszcze dobrą chwilę ogrzewać w kąpieli wodnej, żeby zioła dobrze naciągnęły. Po ostudzeniu do znośnej dla ciała temperatury otrzymujemy rodzaj galaretki, która świetnie się nadaje do opatrywania wszelkich wrzodów i czyraków (wypróbowałam na ludziach  i działa rewelacyjnie)

Oczywiście problemem była tutaj lokalizacja – jak bowiem zrobić  (i utrzymać w cieple) okład pod ogonem?   Niestety trzeba się poświęcić i przytrzymać kompres ręką. Przy małych psach, które można wziąć na kolana nie jest to wielki kłopot. Dla zachowania temperatury kompresu (który powinien pozostać ciepły najdłużej jak się da) rozgrzałam  opatrunek żelowy i przyłożyłam na   szmatkę z ziołami. Trzeba uważać, żeby nie poparzyć psa, opatrunek ma być ciepły nie gorący!

I tak, z ręką na podogoniu, spędziłam  kolejne 30 minut wieczoru. Na koniec chciałam jeszcze posmarować  wrzoda maścią z pączków topoli ale biedna Ruda była już  tak obolała, że skończyło się to fiaskiem. Wobec tego, ponownie okutana w ręczniki, została ułożona do snu po podaniu tym razem 1 ml ziół przeciwzapalnych do których dołożyłam 2 krople nalewki z pączków brzozy.

Długo czuwałam tej nocy, ale Ruda chrapała w najlepsze i nic nie wskazywało na kłopoty.

Dzień drugi

Rano, zaczerwienienie i obrzęk prawie całkowicie zniknęły, tylko punktowy, ciągle rozpulchniony otwór wskazywał miejsce przetoki. Nie ustąpiło też do końca stwardnienie tkanek pod ogonem.

Na szczęście, znacznie zmniejszyła się tkliwość  i bolesność chorego miejsca, wobec czego Ruda lepiej znosiła kolejne zabiegi. A były nimi : 4 krotne w ciągu dnia (średnio co 3 godziny ) płukanie ziołowe za pomocą gruszki , z następującym po nim 30 minutowym  ciepłym kompresem  „ręcznym” nasączonym naparem ziołowym , po którym przez kolejne 10 minut przytrzymywałam przy pupie szmatkę z maścią topolową.

*Maść z pączków topoli można naprawdę zrobić bez problemu, wystarczy garść pączków drobno posiekanych  wymieszać z masłem i ogrzewać przez kilka godzin nie dopuszczając do wrzenia, najlepiej w piekarniku albo na kąpieli wodnej. Jest wczesna wiosna, jeszcze można pączki zebrać.  Topola osika też się nada.

Ruda dostała też 3 x po 2 ml naparu ziołowego do którego dodawałam po 1-2 kropelki nalewki z pączków brzozy.

Dzień trzeci – pycha ukarana

Bolesność i stwardnienie prawie całkowicie ustąpiły i bez problemów mogłam już manipulować przy ogonku. Z wrzodu pozostała mała, ciut jeszcze  sącząca się kropka. Wobec czego ograniczyłam się tylko do jednego okładu na ciepło, przepłukiwania ziołowego za pomocą gruszki oraz nakładania maści. Herbatkę ziołową zmieniłam  na „wątrobową” (rzepik, dziurawiec, żółtlica ) żeby wspomóc organizm w oczyszczaniu z toksyn, dodatkowo zaparzając szczyptę  korzenia ślazu żeby trochę „naoliwić” jelita i ewentualnie ułatwić wypróżnienie.

Rozzuchwalona postępem gojenia, ostatnią wieczorną płukankę  zrobiłam pod zbyt wysokim ciśnieniem (strumień płynu z gumowej gruszki wylatuje z niej z siłą równą naciskowi) i przy nakładaniu maści, Ruda znowu zaczęła się bronić przed dotykiem 🙁

Zasklepiona ranka ponownie się otworzyła…cóż było robić, pocieszyłam się, że być może z ranki przynajmniej wypłukały się resztki ewentualnych zanieczyszczeń. Opatuliłam Rudzielca i poszliśmy spać.

Dzień czwarty

Ranek przyniósł poprawę, wobec czego nałożyłam tylko porcję maści (tym razem chmielowej, łagodnej i wspaniałej do leczenia podrażnień skóry) a  delikatne płukanie ziołowe wykonałam dopiero  w południe, kiedy Ruda  zrobiła kupkę (całkiem elegancką 🙂 ). Herbatkę do picia otrzymała według wczorajszego schematu. Kolejna płukanka  i smarowanie maścią  wieczorem przed snem.

Dzień piąty czyli chyba daliśmy radę 🙂

Ruda żwawa i wesoła, podogonie miękkie, żadnych zgrubień. Widać jeszcze szramę po pęknięciu, ale nie ma bolesności. Wypróżnienie bez problemów, po którym przepłukuję pupę ziołami i opatruję maścią.

Wysiłek zatem  się opłacił, pies uniknął bolesnego i stresującego  oczyszczania gruczołów u lekarza. Wydaje mi się też, że gojenie się przetoki przebiegło w ekspresowym tempie. Oczywiście może być nawrót ale teraz wiem, że powinnam być uważniejsza. Wprowadzam do jedzenia Rudej tartą surową marchewkę i ciut gotowanego brokuła w ramach wsparcia błonnikowego. Będziemy jeszcze też przez kilka dni kontynuować kurację wątrobową a Wam polecam w takich sytuacjach wypróbować najpierw korzeń łopianu, którego wywarem (właściwie przygotowanym, aby zachował jak najwięcej cennych składników) możecie poić psa, lub dolewać wywaru do jedzenia. Łopian podziała jak miotełka, oczyszczając cały organizm. Za chwilę pojawią się mniszek lekarski i młodziutka pokrzywa – odrobinę surowych posiekanych listków (pokrzywa sparzona ) można również użyć jako witaminizującej wiosennej sałatki w diecie psa.

Podsumowanie

Wiele  psów cierpi na zapalenie gruczołów okołoodbytowch, które ma tendencje chroniczną. Wyciskanie gruczołów  nie jest najlepszą metodą zapobiegania temu schorzeniu  i nie jest polecane przez holistycznych weterynarzy. Przyczyna zatykania gruczołów  leży głębiej  i  pozostaje ciągle mało poznana, niektóre rasy mają większe predyspozycje niż inne.

Kiedy pojawia się podejrzany guzek czy wrzód, warto odwiedzić lekarza by sprawdzić, czy aby nie dzieje się coś gorszego niż zapalenie gruczołów odbytowych. Jednak przynajmniej wstępne ograniczenie stanu zapalnego zmniejszy cierpienie zwierzęcia i pozwoli na większy komfort przy badaniu.

Dlatego w ostrej fazie choroby, dopóki pies nie ma gorączki, spróbujcie zawalczyć sami  – okłady i płukanki ziołowe trzeba robić stosunkowo często – owszem, to wymaga trudu ale jaki efekt! 

Przy dużych psach można by posłużyć się dopasowaną pieluszką , w którą możemy włożyć nasączony ziołami kompres (zostawić na 30-60 min. potem zdjąć aby ciało mogło oddychać, powtórzyć za jakiś czas ). Należy obowiązkowo przemywać odbyt po każdym wypróżnieniu.  Myślę, że ziołowe maści też są bardzo dobre, no ale trzeba je samemu zrobić albo kupić z pewnego źródła. Można spróbować  ozonowanego oleju – lnianego lub słonecznikowego, używałam  go wspomagająco przy ludzkich problemach z  troficznym owrzodzeniem i dość dobrze się sprawdzał.

Poza tym warto sprawdzić czy weterynarz nie dysponuje jakimiś czopkami ziołowymi, albo może je zlecić do wykonania (kiedyś farmaceuci umieli robić takie medykamenty, nie tylko sprzedawać kremiki i pasty). Nie kupujcie  „ludzkich”  czopków , nawet ziołowych  (np. na hemoroidy) gdyż potencjalnie mogą zawierać składniki szkodliwe dla psa.

Pies nie może wylizywać chorego miejsca, jeśli nie ma jak upilnować, trzeba założyć kołnierz.

Generalnie, zapalenie gruczołów okołoodbytowych mówi o tym, że coś złego dzieje się w organizmie psa. Może to być alergia, w tym pokarmowa – dlatego trzeba przeanalizować dietę, czasami można spróbować zmienić całkowicie rodzaj spożywanego białka. Poleca się więcej  błonnika w diecie. I tradycyjnie kwasy Omega 3. Temat jest na tyle złożony, że właściwie każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Sztampowe podejście może nie być wystarczające a choroba jest wyjątkowo paskudna i warto z nią walczyć wszelkimi metodami.

.

.

.

*Obraz Comfreak z Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *