Alergie

Alergia wziewana u psa – uratowani przez porzeczkę.

Gdyby zapytano mnie jaką roślinę wzięłabym  ze sobą na bezludną  wyspę wybrałabym dziurawiec, zioło tak wszechstronne , że trudno wyliczyć jego zalety – Pana Kota wspomaga  w walce z Herpesem, mnie ratował od ciężkich zatruć pokarmowych, ujarzmiał zimową depresję a także w cudowny wprost sposób wyleczył oparzenie chemiczne, którego nabawiłam się testując naftę kosmetyczną w celach naukowych 😉

Tymczasem jednak zdarzyło się coś co być może zmieni moje zdanie w kwestii roślinnego współtowarzysza niedoli na wygnaniu.

Kaszel u psa jako objaw alergii

Mała Czarna cierpi na liczne alergie/nietolerancje pokarmowe plus alergię wziewną spowodowaną zapewne pyłkami roślinnymi, gdyż na każdym spacerze kaszle -często jest to tzw. kaszel wsteczny. Zawsze mam przy sobie zestaw ratunkowy składający się z butelki z wodą i strzykawki – wcześniej testowane sposoby jak zatykanie jednego nozdrza, czy też pozycja „taczki” nie zdawały egzaminu. Atak kaszlu jest w stanie przerwać tylko woda ponieważ trzeba wywołać odruch połykania, który zahamuje skurcz mięśni krtani . Podaję więc wodę strzykawką prosto do pyszczka aż do wywołania odruchu wymiotnego, który łączy się z odkrztuszeniem śliny. Czasami zdarza się tylko jeden atak podczas spaceru, czasami kilka, a wybrawszy się pewnego razu w okolice porośnięte bardzo wysoką trawą musiałam Czarną przynieść z powrotem na rękach.

Dla porządku dodam,że nie – Mała Czarna nie ma zapadającej się tchawicy ani kłopotów z sercem. Sprawdziłam.

Wyprawa macierzankowa

Pogoda w ostatniej dekadzie lipca tego roku była u mnie dość kapryśna a dzika macierzanka, którą koniecznie chciałam dorzucić do zbiorów „ogrodowej ” rośnie tylko w jednym, dość odległym miejscu i jakoś ciągle było mi nie po drodze. Tymczasem macierzanki przekwitały nie pytając o zgodę. Wreszcie pewnej niedzieli pojawiło się słoneczne „okienko”, więc spakowałam psy i pobiegliśmy w te pędy na łąkę macierzankową.

Trasa była dość długa i wiodła przez mocno zarośnięte trawiaste ostępy, czas naglił, gdyż zaraz mogło się powtórnie rozpadać więc marszruta była skoncentrowana na celu. Misja zakończyła się pełnym sukcesem, macierzanki ciągle kwitły i nazbierałam tyle ile było można by nie zaszkodzić siedlisku.

Surprise, surprise !!!

Po 2 godzinach byliśmy znowu w domu. I wtedy, rozpakowując saszetkę spacerową uprzytomniłam sobie, że nie użyłam zestawu ratunkowego. Mała Czarna podczas tego maratonu ani razu nie zakaszlała!!! Czasami jesteśmy tak przyzwyczajeni do pewnych rzeczy, że kiedy nagle znikną potrzeba dobrej chwili, żeby to świadomie zarejestrować.

Mała Czarna nie zakaszlała ani razu- jak to możliwe ??? W końcu kaszle od 4 lat albo i więcej. Co się tym razem zmieniło- dieta nie, ziołowe herbaty nie, to co….?

CUD-owna czarna porzeczka

Na początku lipca, natrafiłam w mojej ziołowej spiżarni na maciupkie słoiki z nalewką na pączkach czarnej porzeczki. Zebrałam pączki późnym październikiem zeszłego roku z jednej tylko gałęzi porzeczki, którą wycięto. Było ich tak mało, że użyłam miniaturowych słoiczków dla krasnali, żeby wykonać 10 ml nalewki w stosunku 1 : 5 na 70 % alkoholu. I stały tak sobie, nie przecedzone przez 8 miesięcy.

Zaczęłam podawać Małej Czarnej początkowo 3, potem 5 a potem 7 kropli nalewki rozcieńczonej oczywiście z wodą.

Przy 3 kroplach nie było żadnej negatywnej reakcji ( a kiedyś owszem, mocny wywar z korzeni wiązówki bulwkowej podany w mikroskopijnej ilości wywołał tak silny atak kaszlu, że ledwo dobiegliśmy do naszego Ulubionego Pana Doktora), przy 7 kroplach pojawiły się 2 wypróżnienia dziennie co raczej nie leżało w zwyczaju Czarnej, więc dawka ustabilizowała się na 5 kroplach, podawanych codziennie, przez jakieś 2 tygodnie. Ponieważ Mała Czarna pije swoje herbatki nieomal rutynowo, porzeczka była tylko sympatycznym nieszkodliwym dodatkiem, na który nie zwróciłam więcej uwagi. Aż do czasu macierzankowego spaceru.


Czarna porzeczka (Ribes nigrum) to broń biologiczna- nie zawahajcie się jej użyć !

Przyznam się, że w mojej obfitej ziołowej bibliografii nie było czarnej porzeczki. Owszem, każdy kiedyś tam słyszał, że to zdrowy owoc etc. czasem używałam nawet suszonych liści do herbat dla ludzi ale bez specjalnego przekonania. W końcu każdy zielarz nie ustaje w poszukiwaniu branżowego św. Graala – na pewno gdzieś tam rośnie jakieś cudowne zioło , które okaże się panaceum na wszystkie problemy a co najmniej na kaszel 🙂 co więc mi tam ogrodowy krzak starej poczciwej porzeczki. Człowiek patrzy daleko a nie widzi tego co ma przed oczyma.

Całe Ribes nigrum pełne jest potężnej biologicznej siły. Pąki ,młode pędy, liście, owoce i nawet pestki dysponują składem chemicznym i mineralnym godnym tylko wyrafinowanego laboratorium Natury. W samym olejku eterycznym z pąków zidentyfikowano około 50 lotnych związków. Olejki te mają silna aktywność bakteriobójczą i przeciwgrzybiczą. Liść czarnej porzeczki ma unikatowy skład kwasów tłuszczowych, a z nasion wytłacza się olej o korzystnych proporcjach Omega 3 do 6.

Czarna porzeczka działa :

przeciwzapalnie

-przeciwutleniająco

-przeciwdrobnoustrojowo

-przeciwgrzybicznie

-moczopędnie i odtruwająco

-przeciwwirusowo (dobra na grypę)

-przeciwalergicznie

-przeciw Helicobacter pylori

-przeciw hemolizie erytrocytów

-ochronnie na wzrok (szczególnie przydatna w leczeniu jaskry)

-potencjalnie przeciwnowotworowo

– wspomagająco w ciężkiej chorobie genetycznej jaką jest fenyloketonuria (olej z nasion)

Na koniec można wypróbować jej potencjał w atopowym zapaleniu skóry (również u psów, szczególnie w tzw.sezonowych dermatozach)

Jak zdobyć cud- porzeczkę ?

Wydaje się, że nalewki z pączków porzeczki nie da się kupić. Jest to raczej produkt gemmoterapii, która w Polsce jest na nikłym poziomie rozwoju. Inny jest też sposób produkcji takiej „kupnej” nalewki zbliżony raczej do homeopatii.

Przypominam, że moja była na 70 % alkoholu, wykonana ze świeżych pączków zalanych gorącym alkoholem ( czyli raczej intrakt niż nalewka) w stosunku : 1 cześć pączków na 5 części alkoholu. Tymczasem receptura homeopatyczna produkuje najpierw tzw. 'mother tincture” czyli nalewkę macierzystą , tutaj w stosunku 1 cześć pączków (suszonych ) na 20 części rozpuszczalnika ( woda, alkohol, gliceryna). Potem taka nalewka jest jeszcze 10 krotnie rozcieńczana… I kosztuje 33 USD za 125 ml plus koszt transportu z USA. Lub około 11 Euro za 15 ml od firmy Aroma-zen z Francji. Lub 69 zł za preparat homeopatyczny „Ribes nigrum fee ” który znalazłam w Polsce.

Trudno jednak mi powiedzieć jak zadziała taki homeopatyczny produkt, kupując uważajcie na skład bo często dodawane są inne rośliny (brzoza, rozmaryn) lub też produkt pochodzi z liścia porzeczki a nie z pączków.

Najlepiej byłoby „oskubać” z pączków zaprzyjaźnionego właściciela czarnej porzeczki i wykonać własną nalewkę szczególnie, że czasu mamy aż do zimy, bo pączki najlepiej zbierać zimą i wczesną wiosną. Czarna porzeczka rośnie też w naturze ale nigdy nie napotkałam takiego „dzikuska” u siebie .

I jedziemy …

Zaopatrzeni w dziurawiec i czarną porzeczkę możemy już udać się na bezludną wyspę. Czego wam (nie ) życzę 🙂 ale przezorny zawsze ubezpieczony.

*

*

Bibliografia:

1.Anna Krzepiłko,Roman Prażak,Barbara Skwaryło-Bednarz,Agata Święciło. PĄKI, LIŚCIE I NASIONA PORZECZKI CZARNEJ – ŹRÓDŁO SUBSTANCJI BIOAKTYWNYCH O PROZDROWOTNYCH WŁAŚCIWOŚCIACH.   Dostepne na dzien 11.08.2019 pod adresem : http://yadda.icm.edu.pl/yadda/element/bwmeta1.element.ekon-element-000171525575

2.Justyna Jessa, Kamil K. Hozyasz. Czarna porzeczka i olej z jej nasion – fitoterapeutyczne panaceum? Instytut Matki i Dziecka w Warszawie. Probl Hig Epidemiol 2016. Dostepne na dzień 11.08. 2019 pod adresem : http://phie.pl/pdf/phe-2016/phe-2016-1-014.pdf


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *